Portfel ETF

Ukryte koszty inwestowania — jak nie stracić fortuny na drobnych opłatach

Wyobraź sobie, że rozpoczynasz swoją inwestycyjną przygodę z 10 000 dolarów w kieszeni. Masz 25 lat, właśnie zaczynasz karierę i postanawiasz odkładać systematycznie pieniądze na przyszłość. Wybierasz klasyczny portfel 60/40 (60% S&P 500, 40% obligacje amerykańskie) — popularną i “leniwą” strategię pasywną, gdzie kupujesz aktywa tylko przy dopłatach, czasem robisz rebalancing i ewentualnie wypłacasz pieniądze, gdy ich potrzebujesz. Żadnego przewidywania rynków, żadnego aktywnego tradingu — po prostu prosta, ale skuteczna strategia. To tylko przykład (osobiście preferujemy globalny koszyk akcji), ale bardzo pouczający.

Po 30 latach chcesz sprawdzić, ile udało ci się zgromadzić kapitału. Czy będzie to solidna suma, czy może… znacznie mniej niż mogłoby być? Odpowiedź może cię zaskoczyć, bo wszystko zależy od jednej rzeczy — kosztów, które wydają się niewinne, ale potrafią “pożreć” prawdziwą fortunę.

Wrogowie twojego portfela — jakie koszty czyhają na inwestora?

Każdy początkujący inwestor szybko odkrywa, że świat finansów nie jest darmowy. Czeka tam na niego trzech “przeciwników”:

  1. Koszty transakcyjne — to prowizje pobierane przez brokera za każde kupno i sprzedaż. Wydają się niewielkie, zazwyczaj to ułamki procenta, ale gdy kupujesz i sprzedajesz regularnie, mogą się szybko sumować. Poza prowizjami brokera mogą wystąpić też inne koszty jak spread (różnica między ceną kupna a sprzedaży) czy koszty walutowe przy inwestowaniu w zagraniczne aktywa. W przypadku pasywnego portfela, o którym tu mówimy, nie są one największym zagrożeniem — transakcje realizujesz właściwie tylko przy dopłatach lub wypłatach z portfela oraz przy rebalancingu. Z natury taki portfel generuje niewiele transakcji.
  2. Koszty zarządzania — opłaty, które pobierają fundusze inwestycyjne i ETF-y za swoje usługi. To procent od wartości twoich inwestycji, pobierany cały czas, niezależnie od tego, czy fundusz zarabia, czy traci. Opłata jest automatycznie odejmowana od wartości jednostek funduszu, więc zwykle nawet jej nie zauważasz. Działa jak “niewidzialna ręka”, która systematycznie zabiera część twoich pieniędzy.
  3. Koszty podatkowe — podatek od zysków kapitałowych, który płacisz za każdym razem, gdy sprzedajesz coś z zyskiem. Nie wszędzie i nie zawsze muszą wystąpić — w wielu krajach są możliwości inwestowania z myślą o emeryturze, gdzie istnieją różne ulgi podatkowe. Tutaj jednak dla celów edukacyjnych pokażemy, jak ogromny może być wpływ podatków na końcowy wynik.

Te wszystkie koszty mogą wydawać się niegroźne, ale w długiej perspektywie potrafią zamienić twoją inwestycyjną podróż w prawdziwy dramat.

Historia czterech portfeli — eksperyment wart milionów

Żeby pokazać, jak dramatyczny może być wpływ kosztów, przeprowadzono symulację z użyciem oprogramowania System Trader. Dla prostoty na potrzeby edukacyjne wzięto pod lupę klasyczny portfel 60/40 (60% akcji S&P 500, 40% amerykańskich obligacji dziesięcioletnich) inwestujący przez 30 lat, od 1995 do 2024 roku.

Założenia były proste: inwestor zaczyna z 10 000 dolarów, a następnie co kwartał dokłada 3 000 dolarów plus korektę o inflację (aby ta kwota miała stałą wartość nabywczą w czasie). Portfel był regularnie wyrównywany — jeśli udział akcji lub obligacji odbiegał o więcej niż 20% od założonych proporcji, inwestor dokonywał rebalancingu. Każda nowa wpłata była wykorzystywana do utrzymania właściwych proporcji 60/40, tak by minimalizować potrzebę przeprowadzania “ręcznego” rebalancingu portfela.

Oczywiście, to uproszczony model z wieloma założeniami — w rzeczywistości każda sytuacja jest inna i warto zawsze skrupulatnie przeliczyć wszystko dla swojej konkretnej sytuacji (inny portfel, inne kwoty, inny okres, itd). Ale główne przesłanie o kosztach pozostaje aktualne.

I teraz zaczyna się prawdziwa historia…

Portfel pierwszy: “Idealny świat”

W wymarzonym świecie bez żadnych kosztów nasz inwestor po 30 latach ma na koncie dokładnie 2 041 618 dolarów. To ponad 2 miliony! Brzmi świetnie, ale to tylko teoria, bo ciężko o tak idealny świat w rzeczywistości.

Portfel drugi: “Rzeczywistość kosztów transakcyjnych”

W realnym świecie koszty transakcyjne będą zawsze — nawet jeśli nie w postaci prowizji maklerskiej, to np. spreadów. Tu przyjęto koszt 0,3% za każdą transakcję kupna czy sprzedaży — wartość arbitralnie wybrana dla celów tego przykładu. To raczej dość wysoki koszt, dziś można znaleźć znacznie tańszych brokerów i bardzo płynne ETF-y. Ale coś trzeba było przyjąć, żeby pokazać wpływ takich kosztów.

Dla pełnego obrazu podano dwie wartości portfela po 30 latach:

  • Kwota brutto (2 032 306 USD) to efekt wyłącznie kosztów ponoszonych na bieżąco przez 30 lat, bez dodatkowej prowizji przy likwidacji portfela (a więc mamy tu prowizje płacone przy kupnie ETF za nowe środki oraz od transakcji wynikających z rebalancingu portfela). To realny scenariusz — inwestor najczęściej konsumuje portfel przez lata, a nie wycofuje wszystko w jeden dzień, więc te koszty rozkładają się w czasie. W tym przypadku poniesione prowizje po 30 latach wyniosły 9 312 USD, czyli 0,46% wartości portfela.
  • Kwota netto (2 026 209 USD), to wartość portfela przy założeniu, że po 30 latach inwestor sprzedaje cały portfel na raz, płacąc dodatkową prowizję od pełnej kwoty w portfelu. To wariant mało życiowy, ale pokazany dla pełnego obrazu. W tym przypadku poniesione prowizje po 30 latach wyniosły 15 409 USD, czyli 0,75% wartości portfela.

Portfel trzeci: “Pułapka opłat za zarządzanie”

Uwaga — tu mamy zupełnie inną kategorię kosztów niż w przypadku prowizji transakcyjnych (nawet jeśli tu i tu mamy 0,3%)! Koszt za zarządzanie to 0,3% rocznie od całej wartości portfela, wartość również przyjęta arbitralnie dla celów edukacyjnych. W rzeczywistości można znaleźć znacząco tańsze fundusze ETF, nawet mocno poniżej 0,1% w skali roku. Wydaje się niewinnie, prawda? Po 30 latach portfel ma wartość 1 921 524 dolarów. To już 120 094 dolarów mniej niż w idealnym świecie bez kosztów — różnica prawie 6%! Warto zaznaczyć, że to i tak niewielki koszt, bo są fundusze kosztujące nawet 10 razy więcej…

Portfel czwarty: “Podatkowy koszmar”

W tej części analizy skupiamy się na wpływie podatków od zysków kapitałowych (tu przyjęto stawkę 19% — to tylko przykład, bo w różnych krajach mogą obowiązywać inne zasady lub ulgi). Analogicznie jak przy prowizjach, w tabeli podajemy dwa warianty:

  • Kwota brutto (1 965 602 USD) pokazuje efekt bieżących kosztów podatkowych przez 30 lat, zakładając, że inwestor nie likwiduje całego portfela jednorazowo na koniec. Oznacza to, że podatki naliczane są stopniowo przy transakcjach związanych z rebalancingiem, ale nie ma jednorazowego rozliczenia wszystkich zysków na końcu. Takie podejście odpowiada typowemu zachowaniu inwestora, który korzysta z portfela przez lata, zamiast konsumować go w jeden dzień. W tej sytuacji łączna wartość zapłaconych podatków po 30 latach wynosi 76 016 USD, czyli 3,72% końcowej wartości portfela. Dla jasności: dopłaty do portfela były robione tak, aby wyrównywać w nim wagi w miarę możliwości. Sęk w tym, że taka metoda działa tylko przez pierwsze lata. Później już należy robić klasyczny rebalancing (o ile nasze dopłaty do portfela nie rosną szybciej niż sam portfel), a tam pojawiają się transakcje sprzedaży generujące zdarzenia podatkowe. Krótko mówiąc: sam rebalancing “zjadł” w naszym przykładzie w formie podatków niemal 4% portfela.
  • Kwota netto (1 730 585 USD) zakłada natomiast, że po 30 latach inwestor decyduje się sprzedać cały portfel na raz — i rozliczyć podatek od całości zrealizowanego zysku w jednej transakcji. Ten wariant jest mało spotykany w praktyce, bo zwykle portfel budowany latami konsumuje się też latami, ale dla pełnego obrazu pokazujemy również taki scenariusz. Wówczas łączna wartość zapłaconych podatków po 30 latach wzrasta aż do 311 033 USD, czyli 15,23% wartości końcowej portfela.

A co gdyby tak nie robić rebalancingu?

Wtedy faktycznie ograniczamy zarówno koszty transakcyjne, jak i podatkowe, co może wydawać się sprytną strategią. Ale warto się zastanowić, po co w ogóle wybraliśmy portfel 60/40 — chodzi przecież o to, żeby obligacje łagodziły zmienność całości, nawet kosztem niższej stopy zwrotu. Gdyby całkowicie zrezygnować z rebalancingu (a robić go ewentualnie tylko przy nowych dopłatach), w tym konkretnym przykładzie po 30 latach mielibyśmy portfel 73/27 zamiast modelowych 60/40 — czyli akcje „przejęły” portfel.

Ktoś mógłby powiedzieć: Co w tym złego?!

Problem polega na tym, że poziom ryzyka rośnie nie wtedy, kiedy młody inwestor zaczyna, ale właśnie tuż przed przejściem na emeryturę (czyli w momencie, gdy najbardziej liczy się bezpieczeństwo kapitału). Po pierwsze — przez te lata można by mieć większy portfel (gdyby od początku wybrać wyższą ekspozycję akcyjną). Po drugie — w przededniu emerytury wzrasta ryzyko tzw. sekwencji zdarzeń, czyli spadku rynku akcji tuż przed przejściem do fazy konsumpcji kapitału, co mogłoby obniżyć wartość części akcyjnej nawet o 50% i więcej. Rebalancing jest więc nie tylko narzędziem kontroli kosztów, ale przede wszystkim zabezpieczeniem przed niepożądanym wzrostem ryzyka, zwłaszcza przed kluczowymi decyzjami inwestycyjnymi.

Morał z opowieści — na co naprawdę zwracać uwagę

Ta historia ujawnia kilka ważnych wniosków, które mogą zmienić sposób myślenia o inwestowaniu.

  • Po pierwsze: prowizje maklerskie są najmniejszym problemem w przypadku “leniwego” portfela pasywnego — zupełnie inaczej niż przy aktywnym tradingu, gdzie częste transakcje mogą pochłonąć sporą część zysków. Dla inwestora pasywnego, nawet wieloletnie koszty prowizyjne to zaledwie ułamek procenta wartości portfela — najczęściej poniżej 1% po dekadach inwestowania. W praktyce rzetelność brokera i podstawowe bezpieczeństwo transakcji są ważniejsze niż niewielkie różnice w prowizjach.
  • Po drugie: opłaty za zarządzanie to „cichy zabójca” portfela. Pozornie niewinne 0,3% rocznie od całego portfela w długim terminie przekłada się na ponad 120 000 dolarów “zjedzonych” przez instytucje finansowe, czyli niemal 6% wartości końcowej portfela (w tym przykładzie wynik końcowy to 1 921 524 USD zamiast ponad 2 milionów). A mowa i tak o tanim produkcie. Jeśli jednak wybierzesz fundusz z opłatą na poziomie przykładowo 2%, taki koszt może w perspektywie 30–40 lat pochłonąć nawet połowę i więcej Twojego majątku! Dlatego zawsze warto świadomie wybierać najtańsze ETF-y. Na rynku dostępne są produkty inwestycyjne, które mają bardzo niskie koszty zarządzania — najtańsze ETF-y na globalne indeksy czy S&P 500 potrafią kosztować nawet 0,03–0,07% rocznie ( są nawet ETF-y z kosztem 0%!). Jednak trzeba pamiętać, że nie każdy segment czy strategia rynku może być tak tania: ETF-y na rynki niszowe, surowce czy strategie aktywne często mają opłaty rzędu 0,5–1%, a nawet więcej.
  • Po trzecie: podatki to ogromny wróg długoterminowego inwestora. Koszty podatkowe mogą „zjeść” od kilku do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent kapitału. Obok kosztów za zarządzanie, to drugi najważniejszy obszar do optymalizacji. Warto korzystać z kont emerytalnych i ulg podatkowych tam, gdzie się da. To niczym darmowy obiad!

Najważniejsza lekcja: w długoterminowym inwestowaniu kluczowe jest to, ile pieniędzy zostaje w kieszeni po uwzględnieniu wszystkich kosztów. Kontroluj przede wszystkim opłaty za zarządzanie i podatki, bo tu masz realny wpływ na wynik. Nie koncentruj się zanadto na kosztach transakcyjnych jeśli stosujesz „leniwy” portfel — tu liczy się wiarygodność brokera. Ważna jest też samodyscyplina — trzeba trzymać się strategii i nie próbować „kontrolować” rynku, bo to najczęściej prowadzi do słabszych rezultatów.

Na koniec pamiętaj, że 30 lat w tym przykładzie to wcale nie tak dużo jak się wydaje — młoda osoba zaczynająca inwestowanie w wieku 20-30 lat może budować portfel przez trzy dekady, a potem przez kolejne 30 lat go konsumować. Zatem portfel może „żyć” ponad pół wieku! To, co dziś wydaje się niewielkim kosztem, przez dekady urośnie do ogromnych kwot, które mogą decydować o Twojej finansowej sytuacji.

Jacek Lempart

P.S. Jeśli chcesz przeanalizować swój portfel inwestycyjny, skorzystaj z naszego darmowego narzędzia: Symulator Portfela Pasywnego.