ETF na GPW

ETFPZUCASH i ETFPZULONGDUR: jak działają nowe ETF-y na polskie obligacje skarbowe

TFI PZU wprowadziło na GPW dwa ETF-y na polskie obligacje skarbowe. Przemysław Sepielak tłumaczy, czym ETFPZUCASH różni się od ETFPZULONGDUR, ile realnie mogą płacić i dla kogo żaden z nich nie jest odpowiedni.

TFI PZU ma już na warszawskiej giełdzie pięć z sześciu zapowiadanych na ten rok ETF-ów, a dwa najnowsze to fundusze polskich obligacji skarbowych: PZU ETF Obligacji Skarbowych Zmiennokuponowych Portfelowy FIZ (ETFPZUCASH) i PZU ETF Obligacji Skarbowych Długoterminowych Portfelowy FIZ (ETFPZULONGDUR). Mimo wspólnej etykiety „obligacje” to narzędzia do dwóch różnych zadań: pierwszy kupuje papiery o zmiennym kuponie, którego reset co pół roku dogania rynkowe stopy, więc wycena funduszu prawie nie reaguje na ich zmiany; drugi stawia na papiery o stałym kuponie i długich terminach wykupu, które na ruchy stóp reagują znacznie mocniej. O tym, komu i do czego może służyć każdy z nich, z Jackiem Lempartem z atlasETF rozmawia Przemysław Sepielak z TFI PZU — gość znany już z wywiadu o PZU ETF MSCI World.

Rozmowa szybko przechodzi do konkretów: ile przy dzisiejszym stanie rynku fundusz zmiennokuponowy może realnie płacić na tle przeciętnej lokaty — i co w praktyce oznacza duracja około sześciu lat, przez którą wycena funduszu obligacji długoterminowych zyskuje około 6%, gdy rynkowe stopy spadają o jeden punkt procentowy, i dokładnie tyle samo traci, gdy o punkt rosną. Do końca roku opłaty za zarządzanie obu funduszy są wyzerowane, a docelowo mają wynieść 0,20% (ETFPZUCASH) i 0,25% (ETFPZULONGDUR) rocznie. Na GPW dzieje się przy tym rzecz bez precedensu — po raz pierwszy dwa wprost konkurujące ze sobą ETF-y śledzą dokładnie ten sam indeks: ETFPZUCASH wchodzi na boisko notowanego od ponad dwóch lat Beta ETF Obligacji 6M z opłatą 0,20% wobec 0,24% u konkurenta, choć gość zapewnia, że o wojnę cenową tu nie chodzi. Jest i wątek podatkowy: na OKI, osobistym koncie inwestycyjnym, które ma ruszyć w styczniu 2027 r., oba fundusze mają być traktowane jak produkt inwestycyjny, czyli z limitem zwolnienia 100 000 zł zamiast 25 000 zł przewidzianych dla produktów oszczędnościowych.

Gość nie ucieka też od pytań niewygodnych: kiedy — choćby przejściowo — stracić może nawet fundusz z gotówką w nazwie; po co komu ETF, skoro obligacje detaliczne można kupić przez internet, a te same papiery skarbowe samodzielnie na giełdzie; i dla kogo każdy z tych dwóch funduszy zwyczajnie nie jest odpowiedni. Jeśli trzymasz oszczędności na lokacie albo zastanawiasz się, czym wypełnić obligacyjną część długoterminowego portfela, ta rozmowa pomoże Ci podjąć świadomą decyzję.

Wideo

Podcast


Listen to “Jak działają nowe ETF-y na polskie obligacje skarbowe od PZU?” on Spreaker.


Pięć ETF-ów z sześciu: dlaczego obligacje dopiero teraz

Stan oferty indeksowej TFI PZU, kolejność wprowadzania funduszy na giełdę i pytanie, po co komu obligacje opakowane w ETF-a.

Jacek Lempart: Dzień dobry, z tej strony Jacek Lempart z atlasETF, a dziś moim gościem jest Przemysław Sepielak z PZU. Ostatnio z Przemkiem rozmawialiśmy o ETF-ie na globalny koszyk akcji, a tym razem zaprosiłem Przemka, żebyśmy porozmawiali o ETF-ach obligacyjnych. Tak że myślę, że to będzie dość ciekawy odcinek, bo zarazem taki zamykający pewien ciąg produkcyjny od akcji do obligacji. Przemku, witam cię serdecznie.

Przemysław Sepielak: Dzień dobry.

Jacek Lempart: Przemku, co prawda już pewnie część osób miała okazję cię poznać i wie coś o tobie, ale tak, żeby formalności stało się zadość, to jakbyś tak w dwóch, trzech zdaniach mógł się jeszcze przedstawić. Czym zajmujesz się w PZU? Oczywiście ETF-ami, ale czym jeszcze?

Przemysław Sepielak: Tak, w TFI PZU zajmujemy się produktami indeksowymi. Zaczęliśmy w sumie już w 2018 r. od funduszy indeksowych inPZU. Teraz mamy ich dwadzieścia dwa w swojej ofercie. Natomiast w tym roku weszliśmy już w tę działkę ETF-ową, rozwijamy ofertę, mamy obecnie pięć ETF-ów. Przede wszystkim są to właśnie produkty indeksowe, które mają za zadanie odzwierciedlić stopę zwrotu benchmarku (benchmark to indeks odniesienia, którego wynik fundusz ma naśladować — przyp. red.).

Jacek Lempart: No i idzie wam chyba całkiem dobrze, bym powiedział, bo ostatnio, bodaj w kwietniu, rozmawialiśmy, jak wspomniałem, o ETF-ie na globalny koszyk akcji MSCI World, tych akcji, powiedzmy, z krajów o gospodarkach rozwiniętych. Już wówczas był plan sześciu ETF-ów do końca tego roku. No i oto mamy sierpień i mamy pięć ETF-ów notowanych na warszawskim parkiecie.

No i dziś będziemy się przede wszystkim skupiać na dwóch ETF-ach obligacyjnych. Natomiast chciałem dopytać, czy to tak wyszło być może z jakiejś formalności, czy to był celowy plan, że najpierw były te produkty, powiedzmy, do zarabiania — akcyjne czy na przykład na złoto — a teraz mamy te ETF-y, które się kojarzą z ochroną kapitału?

Przemysław Sepielak: Wsłuchujemy się w potrzeby inwestorów, obserwujemy, jakie są trendy. Na pewno, jeśli chodzi o ten świat ETF-owy, to produkty, które są oparte na indeksach akcyjnych, bardziej przyciągają klientów, więc chcieliśmy wyjść od takich produktów, na których inwestorzy skupiają swoją uwagę.

Wprowadziliśmy dwa ETF-y akcyjne, ale też chcemy tę ofertę rozbudowywać tak, aby klient mógł zbudować portfel o dopasowanym do siebie stopniu ryzyka, więc dodajemy te produkty na indeksy obligacyjne.

Jacek Lempart: Myślę, że przeciętny Polak, a zwłaszcza taki, który o ETF-ach wiele nie wie, kojarzy obligacje, szczególnie skarbowe, z zakupem w banku — że wchodzi na przykład na stronę, kupuje jakąś tam obligację za 100 zł, po trzech latach odbiera ją z odsetkami. I można zadać pytanie: po co komu obligacje opakowane w fundusz notowany na giełdzie, czyli ETF? Co takiego daje ta forma ETF-owa, czego nie daje na przykład okienko w Pekao czy w PKO BP?

Przemysław Sepielak: Na pewno, jak chodzi o ETF-y, to zawsze można powtarzać, że jest duża płynność, szybko można obracać tymi inwestycjami — jeśli oczywiście komuś zależy na tej szybkości. W łatwy sposób można tego ETF-a kupić, a jeśli ktoś chce inwestycję spieniężyć, to też zawsze jest giełda i można go sprzedać.

Plus trzeba pamiętać to, co mówimy i przy akcjach — to jest inwestycja zdywersyfikowana. To znaczy w ETF-ie kupujemy cały indeks tych obligacji. Oczywiście te indeksy są na różnego typu obligacje, ale kupujemy cały indeks i to tutaj prowadzący tego ETF-a dba, żeby w tym portfelu było dokładne odwzorowanie składu tego indeksu.

Dwa fundusze, dwie filozofie

Czym w kilkunastu sekundach są oba fundusze, dlaczego są dwa osobne, a nie jeden — i kto ma kupić który.

„Obligacje również są ryzykowne. W przypadku lokaty mamy zagwarantowaną pewną stopę zwrotu. Tutaj zwykle ta zyskowność jest troszkę większa niż na lokacie, ale to się wiąże z wahaniami wyceny.”

Przemysław Sepielak, TFI PZU

Jacek Lempart: Przemku, zanim wejdziemy mocno w szczegóły — żeby od razu wszystkich być może nie przerazić, albo przynajmniej większości — to załóżmy, że jedziesz rano do pracy, wchodzisz do windy i tak standardowo spotykasz sąsiada, i miałbyś mu wytłumaczyć w kilkanaście sekund, czym w ogóle są te ETF-y, o których dziś będziemy rozmawiać — czyli ETF na obligacje skarbowe zmiennokuponowe i obligacje skarbowe długoterminowe. No i po co w ogóle nam dwa ETF-y? Dlaczego na przykład nie wystarczyłby nam jeden ETF na polskie obligacje?

Przemysław Sepielak: Zaczynając od ETF-a na obligacje zmiennokuponowe — jest to fundusz, który ma za zadanie replikować stopę zwrotu polskich obligacji skarbowych zmiennokuponowych, czyli takich o zmiennym kuponie opartym na WIBOR-ze sześciomiesięcznym albo, wśród tych nowszych obligacji, na stopie POLSTR. I tu jest dosyć ograniczona wrażliwość na zmiany stóp procentowych, więc jest to relatywnie bezpieczna inwestycja — chociaż zawsze trzeba pamiętać, że inwestycje wiążą się z ryzykiem. Ale poziom tego ryzyka w przypadku obligacji zmiennokuponowych jest relatywnie niski.

Drugi ETF — na obligacje skarbowe o stałym kuponie, określonym w momencie emisji. Są to obligacje o dłuższym terminie zapadalności (zapadalność to termin wykupu — dzień, w którym emitent zwraca pożyczony kapitał — przyp. red.), co najmniej trzy lata. I w związku z tym ta wrażliwość na zmiany stóp procentowych na rynku jest większa, ale to też się wiąże z tym, że jest wyższy potencjał takiego ETF-a, jak chodzi o stopę zwrotu.

Dlaczego dwa ETF-y? Te obligacje są bardzo zróżnicowane. Zmiennokuponowe wiążą się z tymi stopami procentowymi, które są resetowane co jakiś czas, to mają niską wrażliwość na zmiany stóp procentowych, małe jest ryzyko, jak chodzi o zmianę wyceny. Natomiast obligacje długoterminowe to już jest wyższe ryzyko, jest premia terminowa (dodatkowy dochód, jakiego inwestor oczekuje za to, że pożycza pieniądze na dłużej — przyp. red.), można więcej na tym zyskać. I moim zdaniem to jest po prostu inny typ inwestycji, jak chodzi o ryzyko i polecany horyzont inwestycyjny, może być inne przeznaczenie tych ETF-ów. Więc i to jest ETF na polskie obligacje skarbowe, ale zupełnie inny typ inwestycji, już tak wchodząc w szczegóły, jeśli chodzi o ten rynek obligacyjny.

Jacek Lempart: No właśnie. To gdyby tak zapytać, kto ma kupić który ETF, to czy można przynajmniej w uproszczeniu powiedzieć, że ten zmiennokuponowy to jest produkt dla kogoś, kto dziś trzyma na przykład pieniądze na lokacie w banku, a ten długoterminowy — bardziej dla kogoś, kto buduje portfel na przykład z akcji, no i chce też mieć część obligacyjną, ale to jest portfel długoterminowy, który ma służyć na lata?

I czy być może nawet nie boicie się, że początkujący kupi właśnie ten drugi ETF tylko dlatego, że jest taki synonim, że obligacje są, w cudzysłowie, zawsze bezpieczne — no i może przeżyć szok, gdy zobaczy tam minus kilka procent po kilku miesiącach?

Przemysław Sepielak: Na pewno jest dużo prawdy w tym, co mówisz. Produkt obligacji zmiennokuponowych może też służyć do lokowania nadwyżek płynnościowych na taki krótszy termin.

Natomiast te obligacje długoterminowe — tu trzeba sobie określić właśnie horyzont inwestycyjny. Można ten ETF połączyć rzeczywiście z takim portfelem akcyjnym, żeby dostosować poziom ryzyka całego portfela. Ale w sumie nawet takie obligacje zmiennokuponowe również można miksować z akcjami. To zależy, jak bardzo chcemy zredukować poziom ryzyka tego portfela mieszanego razem z akcjami.

My zawsze informujemy i w naszych dokumentach, i właśnie w takiej działalności edukacyjnej, tak jak teraz rozmawiamy, że te inwestycje są ryzykowne. Obligacje również są ryzykowne. W przypadku lokaty mamy zagwarantowaną pewną stopę zwrotu. Tutaj zwykle ta zyskowność jest troszkę większa niż na lokacie, ale to się wiąże z wahaniami wyceny.

ETFPZUCASH: giełdowy parking na gotówkę

Mechanizm obligacji o zmiennym kuponie, zamiana WIBOR-u na POLSTR, spodziewana rentowność funduszu i sytuacje, w których nawet on może stracić.

„Ta oczekiwana rentowność, tak patrząc na dzisiejszy stan rynku, to 4,10%, […] Patrząc na dane NBP, obecnie przeciętna wysokość oprocentowania lokaty to około 2,80%.”

Przemysław Sepielak, TFI PZU

Jacek Lempart: Dobrze, to wejdźmy sobie może już nieco głębiej w te poszczególne ETF-y, te dwa ETF-y obligacyjne, i zajmijmy się może tym pierwszym — ETFPZUCASH — bo prawdopodobnie jest prostszym przypadkiem. On w portfelu ma obligacje o zmiennym oprocentowaniu, czyli to są takie obligacje, których odsetki po prostu dostosowują się do aktualnych stóp procentowych.

Czy moglibyśmy wytłumaczyć tu widzom ten mechanizm? To znaczy: dlaczego cena takich obligacji prawie nie drgnie, gdy RPP tnie albo podnosi stopy procentowe, podczas gdy ceny tych zwykłych obligacji potrafią po prostu wtedy mocno falować, może nimi naprawdę mocno bujać?

Przemysław Sepielak: W przypadku tych obligacji jest zmienny kupon, zgodnie z nazwą. Kupon zmienia się zależnie od tego, jaki jest poziom — po pierwsze — stóp procentowych NBP, a co za tym idzie, jaki jest poziom stóp rynkowych, czyli na przykład WIBOR-u sześciomiesięcznego, który wpływa na wartość kuponu.

Co pewien czas — co pół roku w przypadku tych obligacji opartych na WIBOR-ze sześciomiesięcznym — ten kupon jest resetowany, czyli wypłacany kupon jest uzależniony od tego, jaki w danym dniu był poziom sześciomiesięcznego WIBOR-u. Czyli wartość tych odsetek podąża za tym, co się dzieje na rynku. Oczywiście nie codziennie, tylko — jak mówię — co pół roku. Więc ta wrażliwość na stopy procentowe jest maksymalnie, powiedzmy, półroczna.

Natomiast w przypadku obligacji o stałym kuponie jest on określany raz, do końca życia, więc cokolwiek by się działo na rynku, ten kupon jest taki sam — dlatego wahania cen mogą być większe.

Też jak chodzi o rynek obligacji zmiennokuponowych — powiedziałem o WIBOR-ze — od pewnego czasu weszły również obligacje oparte na nowej stopie procentowej POLSTR, która ma trochę inny schemat działania, inną mechanikę, ale ich kupon również jest oparty na tej zmiennej stopie, więc te wahania cen są dużo mniejsze.

Jacek Lempart: No właśnie, wspomniałeś o WIBOR-ze, o POLSTR. Nie wiem, jak to się czyta w branży — nieco trudna do wymówienia nazwa, to skrót od angielskiego zwrotu (Polish Short-Term Rate — przyp. red.).

Bo w Polsce szykuje się zmiana, która dotknie miliony ludzi, nie tylko tych, którzy będą inwestowali w ETF-y, bo znika WIBOR, czyli wskaźnik, od którego chociażby zależą raty kredytów, które mamy w bankach. I wchodzi ten POLSTR. I wasz fundusz, jak wspominałeś już od początku, będzie oparty na tym nowym wskaźniku.

Ale gdyby tak w krótkich słowach, żołnierskich słowach, w prosty sposób wyjaśnić widzom, czym w ogóle ten POLSTR różni się od WIBOR-u i dlaczego WIBOR będzie zamieniony na inny wskaźnik — i czy posiadacz na przykład waszego ETF-u tę zmianę w jakiś sposób odczuje?

Przemysław Sepielak: Moim zdaniem ta zmiana nie będzie odczuwalna dla inwestora w nasz ETF. Generalnie nasz ETF śledzi indeks utworzony przez GPW Benchmark — indeks obligacji zmiennokuponowych — i zasada tego indeksu jest taka, że wchodzą do niego papiery zmiennokuponowe oparte na WIBOR-ze, które to papiery już nie są emitowane przez Ministerstwo Finansów. Teraz emitowane są papiery oparte na indeksie POLSTR.

WIBOR to wskaźnik referencyjny, który nie był transakcyjny — nie był oparty na transakcjach przeprowadzanych przez banki, tylko na takich kwotowaniach zobowiązujących, ale jednak kwotowaniach. POLSTR idzie za trendami globalnymi, żeby opierać się na danych ściśle transakcyjnych. Te dane nie uwzględniają długości transakcji — powiedzmy, tak jak WIBOR ma sześć miesięcy — bo tych transakcji sześciomiesięcznych praktycznie nie ma na rynku międzybankowym. POLSTR jest natomiast oparty na stopie już absolutnie bez ryzyka — na transakcjach jednodniowych.

Więc jest to przesunięcie w stronę nowszego wskaźnika. To jest trend globalny, aby te stopy risk free, bez ryzyka, wprowadzać jako wskaźnik referencyjny, a opiera się on tylko na faktycznych kwotowaniach — właśnie tylko na transakcjach banków i przedsiębiorstw z branży finansowej.

Jacek Lempart: To, Przemku, żeby nie przerazić tutaj większości słuchających — konkret, na którym pewnie zależy każdemu widzowi czy słuchaczowi tego odcinka. Stopy NBP mamy dzisiaj na poziomie 3,75%. I ile tak po kosztach może realnie zarobić w skali roku ktoś, kto kupi ten fundusz ETF? I jak ta liczba wypada na tle na przykład lokaty w banku albo obligacji detalicznych kupionych przez internet?

Przemysław Sepielak: Jak chodzi o takie fundusze obligacyjne, to możemy szacować tę zyskowność, bazując na tym, jakie są obecnie rentowności tych obligacji wchodzących w skład benchmarku.

Zaczynając może od WIBOR-u (o stopie NBP już powiedzieliśmy): WIBOR sześciomiesięczny to obecnie 3,85%, POLSTR jest trochę niżej, aktualnie niewiele ponad 3,50%. Ale jak w przypadku każdej inwestycji jest pewna marża, premia za ryzyko, tak też w przypadku tych obligacji zmiennokuponowych takie marże są. Im dłuższy okres do zapadalności tej obligacji, tym ta marża jest generalnie zazwyczaj wyższa.

Tak patrząc na obecny stan rynku, WIBOR, POLSTR plus marża terminowa dają przeciętną rentowność tego portfela indeksowego wynoszącą około 4,40%. Więc możemy mniej więcej takiej zyskowności oczekiwać.

Przypominam też, że mamy do końca tego roku promocję: opłaty za zarządzanie i koszty są wyzerowane, więc inwestor nie ponosi tych kosztów i opłat. Później pewnie ta rentowność ze względu na koszty może być trochę niższa — docelowa opłata za zarządzanie na tym funduszu to 0,20%. Myślę, że inne koszty to jest kwestia kilkunastu punktów bazowych (punkt bazowy to jedna setna punktu procentowego: 10 punktów bazowych = 0,10% — przyp. red.), więc ta oczekiwana rentowność, tak patrząc na dzisiejszy stan rynku, to 4,10%.

Myślę, że to jest atrakcyjna zyskowność, porównując to do lokat — patrząc na dane NBP, obecnie przeciętna wysokość oprocentowania lokaty to około 2,80%. Jak chodzi o te obligacje detaliczne, to oferta jest bardzo zróżnicowana, bo są obligacje krótkoterminowe i o dłuższym terminie zapadalności, o stałej stopie, indeksowane inflacją czy ze zmiennym kuponem, ale również zyskowność tego ETF-a jest atrakcyjna względem obligacji detalicznych skarbowych.

Jacek Lempart: Widziałem w internecie, że niektóre osoby przyrównują ten ETF do takiej lokaty na giełdzie — zresztą w nazwie ma też cash, więc kojarzy się to z gotówką. Ale lokata ma gwarancję, na przykład państwową, na 100 000 euro, a ETF ma z kolei cenę ustaloną przez rynek, która może tak naprawdę nawet spaść.

I zapytam wprost: w jakich sytuacjach ten fundusz, który jest kojarzony z czymś mimo wszystko bardzo bezpiecznym, może mimo wszystko stracić, choćby przejściowo? I co się stanie z wyceną, gdy na rynku wybuchnie jakaś panika albo wszyscy naraz będą chcieli po prostu sprzedawać tego ETF-a?

Przemysław Sepielak: Na pewno trzeba pamiętać o tym ryzyku. Do upadłego powtarzam, że ryzyko nie występuje w przypadku, kiedy mamy jakiś zysk zagwarantowany. Natomiast tutaj ta wrażliwość jest, ale mniejsza.

Kiedy może spadać wycena tego ETF-a? Mówimy, że duracja tego portfela (duracja to miara wrażliwości ceny obligacji na zmianę stóp procentowych; rozmówca tłumaczy ją szerzej w rozdziale 4 — przyp. red.) jest bardzo niska, bo to są obligacje o zmiennym kuponie, ale jednak te zmiany wyceny mogą występować. Oprócz komponentu stopy typu WIBOR jest marża. Więc jeśli pogorszy się nawet sentyment rynkowy, jeśli będzie odwrót inwestorów instytucjonalnych, globalnych od polskich obligacji skarbowych — również tych zmiennokuponowych — to ich wycena się obniży — ze względu na tę wyższą oczekiwaną marżę, na taką jakby większą ryzykowność tej inwestycji w te obligacje skarbowe. Więc choćby przekładając to przez marże — wyceny tych obligacji zmiennokuponowych mogą spadać. Natomiast, jak mówię, ta wrażliwość jest relatywnie niska.

Wycena ETF-a — zwłaszcza w przypadku takiego bardzo płynnego rynku jak polskie obligacje skarbowe — ściśle podąża za wyceną obligacji, więc takich przesunięć nie powinno być. Cena ETF-a będzie po prostu ściśle podążać za obligacjami.

ETFPZULONGDUR: duration około sześć

Co oznacza duracja około sześciu lat w praktyce i dlaczego w portfelu funduszu nie ma krótkich obligacji.

„Jeśli stopy procentowe spadną o jeden punkt procentowy, […] portfel tych obligacji zyska na wartości 6%. Jeśli natomiast […] stopy rynkowe wzrosłyby o jeden punkt procentowy, no to jest spadek wartości portfela o 6%.”

Przemysław Sepielak, TFI PZU

Jacek Lempart: OK, to teraz przejdźmy sobie do tego trudniejszego zawodnika, czyli drugiego ETF-a obligacyjnego — ETFPZULONGDUR. I sama ta nazwa już może być dość trudna do rozszyfrowania.

W dokumentach tego funduszu pada liczba, którą, myślę, jednak warto widzom przetłumaczyć na język polski, bo ona mówi o nim wszystko — czyli duration około sześć. I co się stanie z wyceną takiego funduszu, gdy stopy procentowe spadną na przykład o jeden punkt procentowy albo po prostu wzrosną?

Przemysław Sepielak: Mam nadzieję, że ten zawodnik nie jest taki bardzo trudny i to też nie jest bardzo skomplikowane. Istotna zmiana względem tego pierwszego funduszu jest taka, że ryzyko jest wyższe — ale to ryzyko też ma mieć przełożenie na to, że inwestor potencjalnie może więcej zarobić na takich obligacjach. To są obligacje, jak powiedziałem, stałokuponowe i o okresie do zapadalności wynoszącym co najmniej trzy lata.

Natomiast jak chodzi o tę durację — jest to też taka miara wrażliwości danego papieru, danej obligacji, na zmianę stóp procentowych. Jeśli mówimy, że tutaj to jest około pięciu, sześciu lat, no to znaczy, że taka jest adekwatna wrażliwość.

No i teraz, jeśli stopy procentowe spadną o jeden punkt procentowy, oznacza to, że portfel tych obligacji zyska na wartości 6%. Jeśli natomiast mamy ten przypadek pesymistyczny — stopy rynkowe wzrosłyby o jeden punkt procentowy — no to jest spadek wartości portfela o 6%.

Z tym że też należy pamiętać, że pewną poduszką bezpieczeństwa, jak chodzi o takie dosyć solidnie oprocentowane obligacje, jest to, że nawet jeśli mamy ryzyko wzrostu stóp procentowych, to ta startowa rentowność jest na tyle satysfakcjonująca, że wynik na całym portfelu może pozostać dodatni nawet w przypadku rosnących stóp procentowych.

Natomiast oczywiście może się dziać tak, jak się działo kilka lat temu, że w przypadku tej dużej, gwałtownej zmiany stóp i rentowności rynkowych — bo tutaj możemy także uzyskać stratę na tym portfelu.

Jacek Lempart: Na polskim rynku obligacji skarbowych mamy papiery o różnych terminach wykupu — od takich na przykład rocznych po dziesięcioletnie i jeszcze dłuższe. Natomiast w tym konkretnym ETF-ie — ETFPZULONGDUR — wy nie kupujecie ich wszystkich po trochu, tylko trzy czwarte jego portfela to są obligacje z wykupem za ponad pięć lat, a reszta to takie z wykupem za trzy do pięciu lat. Nie ma za to obligacji o krótszym terminie wykupu.

I moje pytanie jest takie: dlaczego wybraliście właśnie taką drogę, czyli te obligacje o najdłuższym terminie do wykupu? Co inwestor być może zyskuje, a czym ryzykuje przez to, że w portfelu tego ETF-u nie ma tych krótkich obligacji, tak to nazwijmy?

Przemysław Sepielak: Tak jak mówię, jak chodzi o obligacje, również skarbowe, mamy krzywą dochodowości, która pokazuje rentowność danego papieru zależnie od tego, jaki jest jego termin zapadalności. Zazwyczaj jest tak, że im dłuższa zapadalność papieru, tym wyższa rentowność. Jest to po prostu wynikiem tego, że inwestor więcej ryzykuje i też chce być za to lepiej wynagrodzony. Tak że w przypadku tych papierów długoterminowych można uzyskać wyższą oczekiwaną stopę zwrotu.

Tak jak mówię, ten profil ryzyka jest inny, więc warto sobie założyć inny horyzont inwestycyjny niż w przypadku takich papierów o zmiennym kuponie. Ale myślę, że jeśli sobie określimy, że to jest składnik naszego portfela, na przykład emerytalnego, o wieloletnim horyzoncie inwestycyjnym, to ten ETF będzie bardzo dobrze pasował jako taki klocek do jego budowy.

Z drugiej strony, gdyby tak popatrzeć na rynek obligacji globalnie, to na rynkach rozwiniętych, takich jak Stany Zjednoczone, emitowane są też papiery o dużo dłuższej zapadalności — choćby pięćdziesiąt lat, a na innych rynkach są nawet stuletnie obligacje. W przypadku wspomnianego benchmarku, gdzie mamy 75% składników tego benchmarku powyżej pięciu lat zapadalności, najdłuższa obligacja ma dziesięć lat zapadalności. Tak że tutaj to ryzyko stopy procentowej nie jest aż takie duże, natomiast możemy oczekiwać satysfakcjonujących stóp zwrotu.

Konkurencja: dwa ETF-y na jeden indeks

Pierwszy taki pojedynek na GPW, pytanie o wojnę cenową, powrót gościa do tego, dlaczego fundusz długoterminowy nie odwzorowuje całego rynku, oraz jego relacja do Beta ETF TBSP.

Jacek Lempart: Porozmawiajmy nieco też o konkurencji, takim pojedynku z Beta ETF — przynajmniej póki co, bo wiem, że inni emitenci już też stoją w blokach i prawdopodobnie wyjdą ze swoimi produktami. Natomiast mamy taką rzecz, powiedziałbym, bez precedensu, bo po raz pierwszy na GPW mamy dwa ETF-y, które śledzą tak naprawdę ten sam indeks. Mam na myśli Beta ETF Obligacji 6M, który już jest z nami ponad dwa lata. I jest wasz ETF.

Natomiast wy wchodzicie, można powiedzieć, na boisko z chociażby niższą opłatą — 0,20% wobec 0,24% — no ale macie tę promocję, o której też wspominałeś, czyli 0% do końca roku. Czym poza samą ceną chcecie wygrać czy konkurować chociażby z Beta ETF? I czy polski rynek według was jest w ogóle gotowy na taką wojnę cenową w ETF-ach, jaką już znamy chociażby ze Stanów Zjednoczonych?

Przemysław Sepielak: Tak jak wspomniałem na początku, my po prostu chcemy zaoferować klientowi kompleksową ofertę. Tak że jeśli uważamy, że klienci mogą być zainteresowani takim ETF-em na obligacje o niskim ryzyku, to chcemy też to włączyć do naszej oferty. Rzeczywiście te śledzone indeksy są identyczne.

Staramy się też konkurować naszą marką, dobrym postrzeganiem przez inwestorów. Na pewno nam nie chodzi o wojnę cenową. Tutaj chcemy, żeby te warunki cenowe nasze były konkurencyjne, trafiały w oczekiwania klientów, ale nie chcemy tutaj wywoływać żadnej wojny cenowej. Chcemy po prostu mieć kompleksową ofertę.

Jeszcze może wracając trochę do tego ETF-a na obligacje o stałym kuponie — w sumie dlaczego nie odwzorowujemy całego rynku? Myślę, że to tak dobrze trafia, po pierwsze, tak jak wspomniałem, w potrzeby inwestycji długoterminowej. Po drugie, jak popatrzeć na ten rynek funduszy obligacyjnych, to jednak góruje bardziej taka wizja tego produktu, który skupia się na obligacjach o dłuższym terminie zapadalności. Chcemy się więc tak trochę dopasować właśnie do konkurencji, jak chodzi o tradycyjne fundusze — bo jednak te stopy rynkowe, rentowności tych obligacji, na wyższym poziomie są możliwe do uzyskania.

Ten indeks TBSP (indeks polskich obligacji skarbowych o stałym kuponie, obejmujący całą krzywą terminów wykupu; śledzi go konkurencyjny Beta ETF TBSP — przyp. red.) ma z jednej strony ryzyko, ale też oczekiwaną stopę zwrotu niższą, więc my chcemy też trafić w takie potrzeby inwestora długoterminowego, który przez dłuższą cierpliwość może więcej zarobić.

Jacek Lempart: No właśnie, to z waszej perspektywy ten ETF od Bety na TBSP — czy on jest bardziej konkurentem, czy bardziej czymś, co nazwać by można było uzupełnieniem? I być może ktoś może mieć w portfelu jeden i drugi, czyli i od PZU, i ten od Bety?

Przemysław Sepielak: Mówię, ten ETF na indeks TBSP skupia się na całym rynku, ale to ryzyko stopy procentowej ma niższe. Może być to uzupełnienie, na pewno można ten portfel budować z tych dwóch ETF-ów. Jeśli chodzi o taki długi horyzont inwestycyjny, to na pewno warto się skupić też na produktach o wyższej duracji.

Alternatywy: obligacje detaliczne i Catalyst

Dwa regularnie powracające zarzuty spod materiałów o obligacyjnych ETF-ach: „kupię EDO przez internet” i „kupię te same obligacje sam na Catalyst”.

„Jeśli raz kupimy obligację samodzielnie, to ona w pewnym momencie zapadnie. […] ETF, który śledzi indeks, po prostu jest takim samograjem, który robi te wszystkie operacje za inwestora.”

Przemysław Sepielak, TFI PZU

Jacek Lempart: To teraz może jeszcze warto sobie zrobić porównanie z obligacjami detalicznymi, bo one są bardzo popularne wśród inwestorów indywidualnych. I bardzo częsty komentarz, jaki widuję — pewnie ty też, Przemku — pod materiałami o obligacjach zapakowanych w ETF-y, to coś w stylu: po co mi to, jeżeli ja mogę kupić przez internet obligacje, na przykład EDO, czyli te indeksowane inflacją, i cena takiej inwestycji po prostu nigdy nie faluje, tak w cudzysłowie.

Jakbyśmy mieli to rozstrzygnąć uczciwie: w czym obligacje detaliczne — właśnie te EDO, COI, TOS i tak dalej (oznaczenia serii detalicznych obligacji skarbowych: EDO — dziesięcioletnie i COI — czteroletnie, oba indeksowane inflacją, TOS — trzyletnie o stałym oprocentowaniu — przyp. red.) — są lepsze od waszych ETF-ów, a w czym przegrywają?

Przemysław Sepielak: Na pewno, jak chodzi o obligacje detaliczne, plusem ich jest pewność co do wyniku inwestycyjnego, jeśli będziemy je trzymać do wykupu. Natomiast trzeba też pamiętać, że jeśli te obligacje zdecydujemy się spieniężyć przed terminem zapadalności, to pewne — w cudzysłowie powiem — kary ponosimy. Wypłata odsetek jest wtedy niższa, więc ETF ma z kolei wysoką płynność: możemy go w każdym momencie kupić i sprzedać.

Myślę, że przez to, że ETF podnosi pewne ryzyko inwestycyjne, ma też wyższą oczekiwaną stopę zwrotu. Na pewno nie można rozstrzygnąć, że jeden produkt jest gorszy, a drugi lepszy. Na pewno ten sam inwestor może zbudować swój pełny portfel z obydwu tych produktów, ale też myślę, że często te produkty trafiają do trochę innego grona klientów.

ETF-y są dla tych osób, które lubią pewien dreszczyk czasem nawet emocji giełdowych i są bardziej zaznajomione z mechanizmami giełdowymi. Jeśli ktoś potrzebuje spokoju, jest może bardziej początkujący, to wybiera ofertę obligacji detalicznych.

Jacek Lempart: Inny komentarz, też bardzo częsty, regularnie się powtarzający, to coś takiego: przecież ja mogę sobie samodzielnie kupić takie obligacje, które są w ETF-ie. Mogę to zrobić chociażby na rynku Catalyst (prowadzony przez GPW rynek, na którym notowane są obligacje — przyp. red.) i przy okazji nie płacić nikomu za zarządzanie takim portfelem. I pytanie: co ETF daje ponad samodzielne kupowanie i zarządzanie portfelem obligacji?

Przemysław Sepielak: Na pewno jest w tym dużo racji. Możemy samodzielnie inwestować w te obligacje. Natomiast — podobnie jak w przypadku akcji — jeśli chcemy mieć portfel bardziej zdywersyfikowany, już gotowy, to kupujemy ETF-a. Jest po prostu indeks, który skupia się na całym rynku, na przykład obligacji zmiennokuponowych. ETF odwzorowuje ten indeks, my kupujemy ETF-a i już inwestujemy w cały rynek.

Żeby samodzielnie odwzorować cały rynek, trzeba by już wykonać trochę więcej operacji. Trzeba by robić rebalancing takiego portfela — coś kupić, coś sprzedać. W przypadku być może nawet niższych kwot inwestycji ciężko byłoby dokładnie odwzorować cały rynek. Natomiast ETF i my jako zarządzający robimy to za inwestora.

Obligacje to też są produkty, które mają określoną zapadalność. Więc jeśli raz kupimy obligację samodzielnie, to ona w pewnym momencie zapadnie. Musimy później znowu kupić kolejną obligację wraz z jej zapadalnością — albo być może po prostu, jak ona zbliża się do tej zapadalności, jej duracja spada. ETF, który śledzi indeks, po prostu jest takim samograjem, który robi te wszystkie operacje za inwestora.

Miejsce w portfelu, koszty i podatki

Modelowy portfel 60/40, pełne koszty po zakończeniu promocji, akumulacja zamiast wypłat i limit zwolnienia na koncie OKI.

Jacek Lempart: Rozumiem. Wiem, że jako zarządzający ETF-ami boicie się jak ognia doradztwa inwestycyjnego i absolutnie tego robić nie będziemy. Ale gdybyśmy mogli mimo wszystko wykonać takie intelektualne ćwiczenie i zbudować widzom modelowy portfel — klasyczną receptę, jak chociażby portfel 60/40, gdzie mamy 60% akcji, 40% obligacji.

Załóżmy, że ktoś chce mieć globalną ekspozycję na rynek akcji. Może to zrobić chociażby w ramach ETF-u, jaki już macie w palecie, czyli na MSCI World. Jeżeli chodzi o tę część obligacyjną, te 40% — to fundusz długoterminowy czy zmiennokuponowy, a może jakiś miks? I od czego to zależy? Jakie czynniki powinny być uwzględnione — horyzont, wiek inwestora, odporność na wahania, czyli jak silny mamy żołądek?

Przemysław Sepielak: Myślę, że każdy z tych funduszy obligacyjnych może być dobrym składnikiem tego portfela. Być może to mógłby być miks, jeśli chodzi o tę część o niższym ryzyku.

Znowu jest ten dylemat: obligacja to produkt bezpieczny czy jednak z ryzykiem? Na pewno obligacje długoterminowe pewne ryzyko mają, a rynki akcji i obligacji są w jakimś stopniu połączone. Może być taki scenariusz rynkowy, gdy będą tracić akcje i obligacje. Więc pytanie, czy chcemy się narażać na taką opcję. Jeśli nie — bo na przykład inwestujemy w akcje wystarczająco ryzykowne i chcemy tę część obligacyjną mieć bardzo bezpieczną — to wybierzmy obligacje zmiennokuponowe.

Moim zdaniem to mógłby być po prostu miks, z udziałami od zera do stu, jak to inwestor sobie dopasuje — właśnie, tak jak wspomniałeś, do swojego horyzontu inwestycyjnego. Jeśli horyzont jest dłuższy, to można wziąć więcej obligacji o stałym kuponie, o długiej zapadalności. Do swojego wieku, do tego, jakie scenariusze rynkowe przewiduje. Także tutaj myślę, to można sobie miksować. Nie wydaje mi się, że to tylko jeden z tych ETF-ów obligacyjnych jest dobry do budowy portfela, a drugi nie.

Na pewno można też tak powiedzieć, że jeśli inwestor ma jakieś wolne środki na swoim rachunku maklerskim albo chce na jakiś czas wyjść z inwestycji akcyjnej, bo to ryzyko jest dla niego za duże, to może raczej przejść — jeśli już w coś — do ETF-a opartego na obligacjach zmiennokuponowych. Bo tutaj jest to w pewnym sensie taki substytut, jak mówimy, takiej inwestycyjnej lokaty, więc to ryzyko sobie niweluje do bardzo niskich wartości.

Jacek Lempart: Porozmawiajmy też o kosztach. Już trochę o nich mówiliśmy w trakcie naszej rozmowy, ale oczywiście to temat, który mocno interesuje inwestorów.

Tak jak wspominałeś, do końca tego roku opłata za zarządzanie w obu ETF-ach wynosi okrągłe 0%, czyli towarzystwo pokrywa te koszty administracyjne, też dodatkowo jeszcze poza tym. Jak przyjdzie rok 2027, to te opłaty już się pojawią: 0,20% dla ETFPZUCASH i 0,25% dla tego z długą duracją.

Ale doświadczony inwestor też wie, że opłata za zarządzanie to nie wszystko. Dochodzą właśnie te koszty administracyjne, dochodzą też koszty transakcyjne. Więc jakbyśmy mieli wprost powiedzieć: ile łącznie będzie kosztował każdy z tych ETF-ów po zakończeniu promocji, czyli od 2027 r.? A jak będziecie pokazywać inwestorom, ile ten fundusz faktycznie traci do swojego benchmarku, czyli indeksu?

Przemysław Sepielak: Tak jak wspomniałeś — poziomy opłat za zarządzanie już podałeś. Jak chodzi o te pozostałe koszty, to patrząc przez pryzmat naszego doświadczenia na funduszach indeksowych — rynek polskich obligacji skarbowych jest, nazwijmy to, względnie tani, jak chodzi o koszty. Tutaj bym się spodziewał, że te pozostałe koszty to może być kilkanaście punktów bazowych, może dwadzieścia, relatywnie mało. Więc te łączne koszty, no to mam taką nadzieję, wyniosą tak do, powiedzmy, czterdziestu punktów bazowych łącznie (czyli około 0,40% rocznie — przyp. red.). Czyli nadal całkiem to będzie konkurencyjny poziom, moim zdaniem.

Jacek Lempart: Przemku, skoro już o kosztach mówimy, może wspomnę o podatkach, bo to w sumie też koszt, a chyba o tym jeszcze nie rozmawialiśmy — albo ja byłem nieuważny. Natomiast kwestia dywidend czy wypłacania kuponów: te dwa ETF-y mają politykę reinwestycyjną, akumulującą, więc de facto inwestor nie otrzymuje niczego. Nie ma więc też podatków w trakcie inwestycji — również na rachunkach opodatkowanych — aż do momentu sprzedaży. Proszę tylko o potwierdzenie, czy czegoś nie pomieszałem.

Przemysław Sepielak: Nie, wszystko się zgadza dokładnie tutaj. Te podatki mogą być płacone dopiero w momencie, gdybyśmy tego ETF-a sprzedali z zyskiem. Do tego momentu żadnych podatków nie płacimy, zgadza się.

Jacek Lempart: Myślę, że to też uwaga dla tych, którzy chcieliby samodzielnie inwestować na rachunku zwykłym — tam niestety te kupony odsetkowe podlegają na bieżąco opodatkowaniu, a tutaj fundusz ma, można powiedzieć, parasol ochronny przed tymi podatkami. Więc jak mówimy tylko o kosztach z jednej strony, to warto też pamiętać o tych z drugiej — o kosztach podatkowych.

Chciałem zapytać o OKI, bo od stycznia 2027 r. ma ruszyć właśnie OKI, czyli osobiste konto inwestycyjne — taka nowa forma inwestowania bez podatku, w cudzysłowie, Belki (potoczna nazwa 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych — przyp. red.). Ustawa przewiduje jednak dwa różne limity zwolnienia: 100 000 zł dla akcji i funduszy, ale tylko — uwaga — 25 000 zł dla oszczędności, w tym właśnie obligacji (uściślenie: w grupie z limitem 25 000 zł ustawa wymienia obligacje oszczędnościowe, czyli detaliczne serie kupowane poza giełdą; zwykłe obligacje złotowe notowane na giełdzie trafiają do grupy z limitem 100 000 zł. Oba limity przy tym się nie sumują — łączne zwolnienie nie może w roku podatkowym przekroczyć 100 000 zł, a w pierwszej kolejności obejmuje część oszczędnościową — przyp. red.).

I tu moje pytanie, które może przesądzić o atrakcyjności waszych produktów: obligacje kupione przez ETF to w rozumieniu tej ustawy fundusze z limitem 100 000 zł czy obligacje z limitem 25 000 zł? I czy OKI może być dla obligacyjnych ETF-ów impulsem, być może podobnym do tego, co na przykład zrobiło IKE dla rynku rachunków maklerskich?

Przemysław Sepielak: Obydwa te ETF-y, jeśli chodzi o OKI, są traktowane jako produkt inwestycyjny, czyli z tym wyższym limitem 100 000 zł. Rzeczywiście, to w przypadku OKI kolejny plus takiego ETF-a, że ten limit jest wyższy — można z tym zwolnieniem podatkowym inwestować do wyższej kwoty niż w przypadku produktów rozumianych przez ustawę jako produkty oszczędnościowe, typu lokaty.

Dla kogo te fundusze nie są

Antymarketingowe zamknięcie rozmowy i to, czego obaj rozmówcy życzą polskiemu rynkowi.

„Jeśli ktoś bardziej podchodzi do tego tak ostrożnie, to tutaj na pewno ta wyższa duracja byłaby dla nich odradzana — niech sobie inwestuje w portfel, który teoretycznie ma niższą stopę zwrotu, […] ale też nie będzie go narażał na stres.”

Przemysław Sepielak, TFI PZU

Jacek Lempart: Przemku, to już tak na koniec, wręcz powiedziałbym tradycyjnie: dla kogo ten fundusz zmiennokuponowy nie jest odpowiedni i — osobno — dla kogo nie jest też odpowiedni ten długoterminowy? Myślę, że widzowie też docenią zapewne… ja wiem, że to jest może taki antymarketing, no bo jak tutaj zniechęcać kogoś. Ale z drugiej strony mamy produkty inwestycyjne, więc myślę, że to gra w dwie strony i taka szczerość jest jak najbardziej pożądana i doceniana.

Przemysław Sepielak: W sumie trochę może się powtórzę. Chodzi o osoby, które już lepiej wyczuwają pewne trendy rynkowe na rynku obligacji — to być może bardziej dla nich byłby zalecany ten produkt dotyczący obligacji o wyższej duracji. Jeśli chcą sobie nawet trochę pospekulować, to mogą tutaj poprzez tę wyższą wrażliwość załapać się na te zmiany wycen i potencjalnie więcej zarobić. Więc jeśli chcieliby wchodzić w ten produkt o zmiennym kuponie, no to aż tutaj takich dużych zmian nie wychwycą.

Jeśli też ktoś chce mieć dłuższy horyzont inwestycyjny, no to bardziej pewnie zalecany jest ten produkt o wyższej duracji. Natomiast jeśli ktoś bardziej podchodzi do tego tak ostrożnie, to tutaj na pewno ta wyższa duracja byłaby dla nich odradzana — niech sobie inwestuje w portfel, który teoretycznie ma niższą stopę zwrotu, taką oczekiwaną, ale też nie będzie go narażał na stres związany z tym, że te zmiany wycen również w tym kierunku ujemnym mogą być większe.

Jacek Lempart: Przemku, bardzo dziękuję ci za dzisiejszą rozmowę. Jeszcze zanim może zakończymy — to jest może coś, o co ja nie zapytałem, a co chciałbyś jeszcze być może na koniec przekazać albo jakoś podsumować naszą rozmowę?

Przemysław Sepielak: Dziękuję za zaproszenie, dziękuję, że możemy tak rozmawiać o tym rozwoju ETF-ów, trochę edukować naszych potencjalnych inwestorów. Bo przede wszystkim nadal — tak jak w sumie nawet to OKI — ma zachęcać ludzi do inwestowania. Zawsze się wskazuje, że na tych rachunkach, depozytach bankowych jest mnóstwo kwot, które tak sobie leżą, a mogą być zainwestowane.

Tak że warto nadal zachęcać do inwestycji. Jeśli ktoś boi się akcji, widać, że jest również ta oferta instrumentów o niższym stopniu ryzyka, ale która taki całkiem sensowny dochód może przynosić. Więc cieszę się, że możemy o tym rozmawiać, odczarowywać ten rynek inwestycji, zachęcać do ETF-ów, zachęcać do inwestowania, bo ten potencjał do zysków jest.

Jacek Lempart: A ja życzę sukcesów. Z tego, co wiemy, jeszcze jeden ETF ma zadebiutować w tym roku. Ja nie ciągnę za język, co to będzie za ETF — sam jestem bardzo ciekaw. Natomiast mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja się spotkać i porozmawiać o tym. Bo myślę, że kropla drąży skałę i właśnie takie materiały pozwalają Polakom też zmieniać pewne nawyki, jeżeli chodzi o finanse i myślenie o inwestowaniu w ogóle, więc myślę, że to jest z pożytkiem dla nas wszystkich. Tak że Przemku, bardzo serdecznie dziękuję. Życzę wszystkiego dobrego.

Przemysław Sepielak: Dziękuję również i nawzajem.

Jacek Lempart: Cześć, pozdrawiam.

Przemysław Sepielak: Cześć.


Najważniejsze wnioski

  • ETFPZUCASH i ETFPZULONGDUR to dwa różne narzędzia, mimo wspólnej etykiety „obligacje”. Pierwszy trzyma polskie obligacje skarbowe o zmiennym kuponie (opartym na WIBOR-ze sześciomiesięcznym, a w nowszych seriach na stopie POLSTR), drugi — papiery o stałym kuponie i terminie wykupu wynoszącym co najmniej trzy lata.
  • Duracja ETFPZULONGDUR to około sześć. Spadek rynkowych stóp o jeden punkt procentowy oznacza wzrost wartości portfela o około 6% — i dokładnie tyle samo w drugą stronę, gdy stopy rosną. Wysoka rentowność startowa działa jak poduszka, ale przy gwałtownej zmianie stóp wynik portfela potrafi być ujemny.
  • ETFPZUCASH ma bardzo niską wrażliwość na stopy procentowe — kupon jest resetowany co pół roku, więc wycena prawie nie reaguje na decyzje RPP. To nie znaczy, że fundusz nie może stracić: obok stopy bazowej jest marża, a jej wzrost przy odwrocie inwestorów od polskiego długu obniża wycenę.
  • Oczekiwana rentowność ETFPZUCASH to około 4,10% po kosztach przy dzisiejszym stanie rynku — WIBOR sześciomiesięczny wynosi 3,85%, POLSTR niewiele ponad 3,50%, a wraz z marżą terminową przeciętna rentowność portfela indeksowego sięga około 4,40%. Dla porównania — przeciętne oprocentowanie lokaty, na które powołuje się gość za danymi NBP, to około 2,80%.
  • Do końca 2026 r. opłata za zarządzanie w obu funduszach wynosi 0%, a TFI PZU pokrywa również koszty funduszu. Docelowo opłata ma wynieść 0,20% (ETFPZUCASH) i 0,25% (ETFPZULONGDUR) rocznie, a łączne koszty — w ocenie zarządzającego — zmieścić się w około czterdziestu punktach bazowych, czyli około 0,40% rocznie.
  • Po raz pierwszy dwa wprost konkurujące ze sobą ETF-y na GPW śledzą ten sam indeks — ETFPZUCASH wchodzi na rynek zajęty od ponad dwóch lat przez Beta ETF Obligacji 6M, z opłatą 0,20% wobec 0,24% u konkurenta. TFI PZU zapewnia jednak, że nie chodzi o wojnę cenową, tylko o kompletną ofertę.
  • Oba fundusze są akumulacyjne — kupony są reinwestowane wewnątrz portfela, więc podatek pojawia się dopiero przy sprzedaży certyfikatów z zyskiem. Przy samodzielnym kupowaniu obligacji na rachunku zwykłym odsetki są opodatkowane na bieżąco.
  • Na OKI, które ma ruszyć w styczniu 2027 r., oba ETF-y mają być traktowane jak produkt inwestycyjny — czyli z limitem zwolnienia 100 000 zł zamiast 25 000 zł przewidzianych dla produktów oszczędnościowych.

 


Materiał ma charakter wyłącznie edukacyjny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani porady w rozumieniu ustawy. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej zapoznaj się z dokumentami funduszu (KIID, prospekt) i oceń ryzyko zgodnie ze swoim profilem inwestora.